Ostatnio nie zaglądam na bloga zbyt często, a piszę jeszcze rzadziej. Jesli ktoś jeszcze jest zainteresowany moimi przemysleniami to proszę o kontakt.
I to tyle na dziś. Pewnie jeszcze kiedyś sie tu pojawię z nową dawką niusów
Ostatnio nie zaglądam na bloga zbyt często, a piszę jeszcze rzadziej. Jesli ktoś jeszcze jest zainteresowany moimi przemysleniami to proszę o kontakt.
I to tyle na dziś. Pewnie jeszcze kiedyś sie tu pojawię z nową dawką niusów
"Zależy mi na innych ludziach, tylko nie potrafię niekiedy
ocenić kto przyjacielem, a kto wrogiem. Poza tym mam silne zaburzenia
pamięci i nie pojmuję, dlaczego nagle inni przestają się do mnie
odzywać."
— Barbara Rosiek
"I wish you could have been there for the sun & the rain & the
long, hard hills. For the sound of a thousand conversations scattered
along the road. For the people laughing & crying & remembering
at the end. But, mainly, I wish you could have been there."
~storypeople
No to się zaczęło.
Dziś pierwszy pisemny, jutro dwa kolejne, za tydzień ustne.
Jak wyszłam dziś z domu nadzwyczaj spokojna, tak wróciłam podłamana, w stanie skrajnej paniki i z blokadą umysłową. Przerasta mnie to, nie mam już siły na uczenie się, myślenie i przechodzenie przez to wszystko. Dość! A najgorsze dopiero przede mną
Trzymajcie kciuki, czy coś…
Wstyd i hańba! Porzuciłam bloga dla blipa. Bo jakoś tak. Słów mniej trzeba, a ja na słowa ostatnio nie mam zbytniej ochoty. Ale czasem brak. Jak dziś.
Cisza. Zamknęłam się w niej jak w powietrznej bańce, która ma mi dac pozorne poczucie bezpieczeństwa. Wypieram wszystko poza głowę, byle nie myśleć, byle nie musieć analizować, zastanawiać sie dlaczego tak wyszło, dlaczego muszę być rozsądna. I jestem. Mądre, dobre dla mnie decyzje, szczegółowe plany dnia, wysiłek fizyczny, wysiłek psychiczny, praca, książki, jak najmniej czasu na swobodny bieg myśli. Wypieranie. Tego co złe, tego co nieuniknione. Tak na odległość to nawet absurdalnie łatwiej, można udawać w głowie, przed samym sobą. I tylko napady histerycznego płaczu, kiedy system wypierania przestaje działać, burzą ten idealny plan.
Chyba trochę za późno zorientowałam się czego chcę. I wcale nie chce najłatwiejszej i najpiękniejszej drogi. Trudna miłość. Której nie będzie. Bo jestem rozsądna. I On też jest.
Zaraz zmykam na dlugi weekend do Warszawy. Choć okazać sie może, że wcale nie długi, bo zawsze coś… nigdy nie może był łatwo i spokojnie. Entuzjazm mi nieco oklapł i jest tak sobie. W zasadzie to trochę chce mi się płakać. Mam ponad 6h w pociagu, to może przejdzie. Taaaak.
Mój rytm dnia jest ustabilizowany jak nigdy przedtem. Poza tym wisimy godzinami na telefonie, wgapiamy się w kamerki i jesteśmy obłędnie szczęśliwi
W piątek Kot przyjeżdża do mnie, na długi weekend ja jadę poznać teściów i generalnie da sie zyc na odległość i nawet spędzać ze soba wiecej czasu niżby mieszkało się w tym samym miescie. Serio serio. I przyszłośc wydaje sie taka jasna.
Może w końcu…
Nie chce się pisać, kiedy szczęście jest tak wielkie, kiedy nie ma strachu, żadnych watpliwości, kiedy czlowiek jest pewny i wie, że podjął jedyną słuszną decyzję
Zawsze wydawało mi się, że jestem nie do końca normalna, zbyt naiwna i że wierzę w bajki. Ale nie tylko ja. I kiedy ta druga osoba utwierdza tylko w przekonaniu, że warto nie być normalnym, wierzyć w bajki i pierwsze co mówi, to moje motto zyciowe "chcieć to móc", to nie potrafię nie rzucić sie w to z otwartymi ramionami.
Wciąż mam wrażenie, że to sen
Chyba trochę narozrabiałam. Niecelowo, ale jestem w sytuacji, w której muszę dokonac wyboru i nie potrafię. Jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi- ich dwóch i ja jedna. Larry, ktory nie daje mi żadnej pewności i wcale on nie mój. I dystansuje się i nie podoba mi się sytuacja, w której to ja mam zabiegać i czuję się niepewnie. Z drugiej strony Kocię, które dziś po moim wyznaniu o Larrym wsiadło w samolot i przeleciało pół Polski, bo szukało mnie całe zycie i nie pozwoli mi odejść. I kiedy go zobaczyłam na lotnisku to nogi mi się ugięły i z każdą minutą było bardziej i bardziej. I na moje rozpaczliwe pytanie, o to co mam zrobić, słyszałam odpowiedź, że mam go tylko kochac. I że poczeka, aż podejme decyzję.
I nie wiem co teraz, naprawdę nie wiem. Placzę, telepie mnie, nerwy okropne i pustka w glowie. Jestem przerażona sytuacja i nie widzę wyjścia z niej…